wtorek, 10 marca 2015

War Thunder, World of tanks - Realizm?

   Są osoby, które lubią realizm w grach wojennych. Są też osoby, które uznają, że gra komputerowa, to realizm musi być umowny lub naginany. Są osoby, dla których realizm jest gówno wart, bo liczy się zabawa.

Lubię realizm w grach, ale aby on nie psuł mi zabawy.

Bawiąc się w World of tank, w bitwy czołgów, czytałem, oraz słyszałem, że gra od WarGaming.net to gra realistyczna, a twórcy darzą do oddania pola walki, czy czegoś tam. Kiedy zacząłem się nudzić, oraz zacząłem testować samoloty od Gaijin, pomyślałem sobie, że jeśli pojawią się wreszcie czołgi w tej grze, to chyba odjebię. Powód był jeden. Latając samolotem, wystarczyła seria z karabiny po kadłubie, aby go zniszczyć. Takie rzeczy jak kokpit, różne rodzaje pocisków, bombowce itd.
Z nieukrywaną ekscytacją oglądałem filmiki z testów czołgów w War Thunder.
Obecnie gra się zmieniła nieznacznie, ale to nadal ta sama koncepcja.

Czy World of tanks jest realistyczne?
Nie.
Czy realistyczne jest to, że strzelając w przednie koło napędowe jesteśmy wstanie zniszczyć czołg? A może strzelanie we właz dowódcy, aby zniszczyć czołg to realizm? Czy pancerne pancerze na niektórych czołgach, to pierd#ony realizm?
Nie, nie, nie...

Mało kto zdaje sobie sprawę, że na wojnie w czołgach siedzieli żywi ludzie, żywi żołnierze. Żołnierze, którzy się bali, cieszyli, ratowali. Żołnierze, którzy zabijali, ładowali pociski, krzyczeli, celowali, niszczyli inne pojazdy pancerne.
Czy w World of tanks czuje się obecność ludzi w pojeździe?
Ja nie czułem.

Niby, że to gra, tak. Ale ta gra powinna być choć odrobinę zgodna z realizmem.
A nie jest.

To nie jest tekst przeciwko World of tanks. Chcę jedynie uzmysłowić, że WoT nie jest nic z realizmu, czy to jeśli chodzi o pojazdy, czy ich zachowanie, czy niszczenie ich.

Czy War Thudner Ground Forces jest realistyczne?
I tak, i nie.
Oczywiście grze Gaijin bliżej do realizmu, bardzo blisko, ale jednak i w tej grze mamy pewne elementy, które mają ułatwić granie.
Nie wspomnę o tym, że można przejechać pół mapy, tylko po to, aby wychylić się pod lufę pojazdowi z drużyny przeciwnej i dostać strzał, który niszczy nasz pojazd.
Problem w tym, że tak właśnie było na wojnie. Głupi wyjazd, jeden strzał, i cała lub większa cześć załogi ginęła, albo pojazd wybuchał (amunicja wybuchała), pojazd zapalał się... Takie były realia wojny.
I może War Thunder nie daje do końca rzeczywistego odczucia realizmu, czy więzi z posiadanymi pojazdami, to jednak dużo lepiej pokazuje realia bitew pancernych. Wspomnę na przykład o tym, że otrzymujemy strzał, nasz kierowca i ładownicy są ranni. Kolejny strzał, celownicy ranny. Nie jesteśmy wstanie strzelać... kolejny strzał, zostajemy zniszczeni. Tyle było z walki. Cholernie frustrujące, ale ile w tym realizmu.

Ostatnio obejrzałem sobie film "Furia".
Mówi się w nim to, co mówiły inne załogi czołgów Amerykańskich, które jeździły Shermanami: że na 5 wraca jeden (choć w Wikipedii napisane: ...ale nadal na jednego zniszczonego przypadało średnio 10 utraconych przez aliantów), ze starcia z Tygrysem. W filmie jest scena bitwy właśnie z Tygrysem późnego okresu. 88 mm na Tygrysach było na tyle skuteczne, że potrafiło niszczyć system, a przede wszystkim, niszczyć alianckie czołgi nawet ze znacznych odległości.

Czy na wojnie liczyło się kątowanie?
W bitwie nie istniało nic takiego. Albo czołg miał pancerz, albo go nie miał. Albo pociski się odbijały, albo pojazd zostawał zniszczony.

Na koniec...
Jakiś youtuber narzekał na wsteczny w War Thunder, że pojazdy ślamazarnie jadą do tyłu. Niech ta osoba pojeździ sobie IS-2, ten czołg ma dobry wsteczny. Mogę gdybać, że dlatego, aby po wystrzale się wycofać, aby ładowniczy załadował kolejny pocisk do działa 122 mm.
Wsteczny w czołgach był jedynie, chyba, do parkowania. Czołgi nie miały szybko jechać do tyłu, ale pruć do przodu, atakować. Miały niszczyć, siać postrach, na co im szybkość na wstecznym biegu? Czołg nie został stworzony po to, aby się cofać, ale jechać przed siebie i strzelać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz